Zatkane zatoki, ból całego ciała, ból w klatce piersiowej, szara cera, uporczywe bóle głowy, niewyjaśnionego pochodzenia, urazy stawów, przewlekła choroba tarczycy, kłopoty ze snem …to tylko kilka z możliwych objawów, których nie identyfikujemy z naszym stanem psychicznym.
Pracujemy, chodzimy na spotkania, zebrania, ćwiczenia, zajmujemy się domem, dziećmi, jesteśmy w wielu rolach i na pozór wszystko jest w najlepszym porządku. „Ogarniamy” – jak to mamy w zwyczaju mawiać.
Organizujemy nasze życie, planujemy aktywności, chudniemy, wciąż coś rzucamy (gluten, mięso, alkohol, smartfona), zawiadujemy życiem naszych dzieci, bez pytania o ich potrzeby i pragnienia. Ślepi i głusi, ale „do przodu”. Nieświadomi swojego oddechu, niepołączeni w całość, gnamy przed siebie, w pogoni za…już sami nie wiemy czym. Bo przecież nie za pieniędzmi, nie za władzą czy sławą, sukcesem. Jesteśmy coraz bardziej wege, coraz bardziej tu i teraz, pierzemy w kasztanach, jesteśmy eko , w zgodzie z naturą, wyłączamy ładowarki, nie mamy telewizorów, chodzimy na jogę, trening uważności , warsztaty rozwoju….wszystko się kręci. Zadania wykonane, plany zrealizowane, kalendarz jest z nas dumny.
Jak to się jednak dzieje, że gdy tylko taka osoba położy się na chwilę, zatrzyma i tylko na sekundę pozwoli sobie być Ciałem, posłuchać swojego serca, skierować uwagę na oddech, zaczyna odczuwać dyskomfort, trudzi się jakby to było najtrudniejsze zadanie w życiu? Być może przy kolejnej próbie świadomego oddechu, zaczyna szlochać, doświadcza lęku lub kontaktuje się z bezkresną pustką?
Automat z kawą
Jak to jest, że na co dzień żyjemy nie słysząc swojego wewnętrznego głosu? Ilu wśród nas jest takich osób, które pozornie funkcjonują bardzo dobrze, ba! nawet świetnie. To nasze mamy, córki , szefowe, trenerki, koleżanki, siostry i bracia. Nasi mężowie, lekarze, terapeuci, bracia, ojcowie. Uciekają w aplikacje, hazard, ćwiczenia, nie połączeni ze swymi ciałami, uczuciami. Ilu wśród nich – nieświadomie – cierpi na samotność, lęk, niewyrażoną wściekłość,dojmujące poczucie bezsensu i braku energii? Ilu z nas brakuje dostępu do spontanicznej radości, przyjemności i gracji? Poruszamy się jak automaty. Rano kawa, bo tak jest od zawsze, nieważne że gorzka, bez cukru, bo mówią, że szkodzi, bez mleka, bo to z laktozą; rano do pracy w korku, bez baczenia na narastający ból pleców i karku, przez kolejne godziny w fotelu, z jedzeniem w pojemniku z mikrofali, lub wcale, na kawie, bo co tu zrobić, gdyby poczuło się głód. Pół biedy, jeśli to głód , który można zaspokoić jedzeniem, ale co wtedy, gdy pozwolimy sobie poczuć ten głód z naszych trzewi i serca? Głód emocjonalny, głód Drugiego. Mamy przecież 237 Znajomych i 63 osoby lubią nasze zdjęcie./ O co chodzi?
Tabletka na głowę
Ze ściśniętym żołądkiem, zaparciami od kilku dni (a może i od zawsze?), bólem zatok, zmęczonymi kolanami, pójdziemy na jogę po pracy, bo przecież trzeba słuchać ciała, oddychać, albo na basen z kartą „multikulti”, nieważne , że zimno i basenu nie lubię, trzeba pływać, najlepiej 12 basenów w ciągu 12 minut.
Po takim dniu koniecznie spotkanie ze znajomymi. Przecież trzeba mieć relacje z bliskimi. Żyjemy w czasach nowych technologii, spotkanie musi być choćby kilka razy w tygodni. Jak się już nie da wpaść do koleżanki na plotki, to koniecznie na skypie z winem. Kieliszek, dwa, butelka? Kto by to liczył. W każdy piątek i sobotę można się napić. To, że czynimy z picia rytuał, że pijemy coraz więcej i częściej, że nasza tolerancja wzrasta, jakoś nam umyka. Być może ból głowy i brzucha, coś do nas mówią, ale nie słyszymy co, bierzemy tabletkę.
Kalendarz daje nam piątkę. Już niedługo zasłużymy na medal.
Tabletka na sen
Po takim dniu, trudno nam zasnąć, nie wiadomo skąd gonitwa myśli. Nie wiadomo na jaki temat, bez połączenia z uczuciem, np. lęku czy smutku, które jest z nami od rana….tylko, tak naprawdę od którego rana? Och , jeszcze 1,5 litra wody zostało do wypicia, przy naszym łóżku. Nieważne czy spragniona, czy nie, z uczuciem zimna w żołądku i niemal odruchem wymiotnym, wypijam. Bo trzeba.
Bierzemy tabletkę. Przecież nie uzależnia. W tym „sztucznym” śnie, nie śnimy, a w każdym razie nie pamiętamy snów. Bo i po co. Co by było, gdyby coś przypadkiem trafiło z naszej podświadomości do naszej głowy i serca…?
Zdradziliśmy dziś siebie po wielokroć. Witamy poranek, zdziwieni brakiem energii, bez siły, z obolałym ciałem. Z listą zaległych działań, niezrealizowanymi planami. Uwikłani, gdzieś między przeszłością, a przyszłością, bez świadomego bycia ze sobą w teraźniejszości. Nieświadomi depresji, która na dobre rozgościła się w naszych ciałach. Depresji rozumianej, jako brak energii; brak dostępu do uczuć; zamiana smutku na złość; oderwanie od ziemi; spłycony, niemal niewidoczny oddech, który ma nas odciąć od przerażającego nas lęku.
Siła w słabości
Szczęśliwy ten, kto któregoś dnia doświadczy załamania, kryzysu, odważy się upaść, powiedzieć światu o swojej słabości, może trafi przez przypadek do lekarza z „ludzką twarzą”, a ten zatrzyma się ciut dłużej na objawach: bólu głowy, w klatce piersiowej, pleców i brzucha, zaparciach, objadaniu i zobaczy, że nasze ciało krzyczy. Boli!
Nikt dotychczas nie wiedział o Twojej depresji. A Ty?